2 tysiące litrów wody na wyprodukowanie koszulki, blisko 500 litrów na chleb. Skąd się biorą te liczby i jak można je obniżyć?

fot. Shutterstock

Wyprodukowanie jednego jajka wymaga tylu litrów wody co kilkunastominutowy prysznic. Takie wyliczenie brzmi kosmicznie, ale jest jak najbardziej prawdziwe.

Takie kalkulacje robią wrażenie, a z pewnością niejeden już się z nimi spotkał. 822 litry potrzeba do wyprodukowania kilograma jabłek, 462 litry na bochenek chleba, 244 litrów na szklankę mleka, 6 tysięcy litrów na kilogram wieprzowiny, 2,5 tysięcy na bawełniany t-shirt, 8 tysięcy litrów na parę jeansów i blisko 380 tysięcy litrów na samochód. To tylko przykładowe wyliczenia tzw. śladu wodnego. Należy też pamiętać, że są przybliżone oraz że wartości te mogą różnić się w zależności m.in. od regionu czy procesu produkcji danego produktu. Niemniej – dają niezwykły obraz tego, ile wody zużywane jest przy wytwarzaniu nawet najprostszych artykułów.

Zakładając, że ok. 200 litrów wody zużywamy napełniając wannę do pełna czy biorąc kilkunastominutowy prysznic, te liczby dają tym bardziej wiele do myślenia. Jedno jajko czy szklanka mleka w takim rozrachunku są równe jednej, długiej kąpieli. Inne przeliczenie - bardzo prosto przyjmując, że przez 70 lat dana osoba każdego dnia wypijałaby dwa litry wody, zużyłaby jej łącznie nieco ponad 50 tysięcy. A to mniej więcej tyle, co produkcja trzech kilogramów czekolady.

Czym jest ślad wodny?

Eksperci wyróżniają trzy typy śladu wodnego – zielony, niebieski i szary. Zielony ślad wodny to woda z opadów atmosferycznych, magazynowana w glebie, wykorzystywana przez rośliny. Niebieski ślad wodny to woda pochodząca z zasobów powierzchniowych i gruntowych, wykorzystywana m.in. do nawadniania. Z kolei szary ślad wodny to ilość czystej wody, która jest konieczna do rozcieńczenia zanieczyszczeń, by spełniane były standardy jakości wody. Słowem – ślad wodny to cała woda, która pośrednio i bezpośrednio została użyta w produkcji danego artykułu żywnościowego czy przedmiotu.

W przypadku żywności zdecydowanie najważniejszy jest zielony ślad wodny, w zależności od produktu stanowi sporo ponad połowę łącznego koniecznego zużycia wody. Podobnie jest w przypadku mięsa – to ślad wodny wynikający m.in. z konieczności wyżywienia i napojenia trzody chlewnej, drobiu czy bydła. W przypadku m.in. produktów przemysłowych duże znaczenie ma z kolei szary ślad wodny, czyli wynikający z emisji zanieczyszczeń. Dobry przykład to np. produkcja ubrań, która zostawia wszystkie „typy” śladu wodnego. Aby wytworzyć np. koszulkę najpierw trzeba bawełną wyhodować – co już wymaga m.in. sowitego nawadniania - ale później mnóstwo wody zużywa się m.in. w procesie obróbki na włókna, czyszczenia, przędzenia, wybielania, farbowania materiału itd.

fot. Shutterstock

Czy można obniżyć swój ślad wodny?

Jest wiele sposobów, aby dać Ziemi nieco wytchnienia i ograniczyć ślad wodny. Nawet drobne zmiany oznaczają oszczędność tysięcy litrów wody.

Przede wszystkim – nie marnujmy jedzenia. Dla nas wyrzucony pomidor czy pomarańcza to niemal nic. Dla Ziemi – bezsensowna utrata 50-80 litrów wody wykorzystanych do ich wyprodukowania. O mięsie, do którego wyprodukowania zapewne zużytych zostało kilka tysięcy litrów wody, nie ma już nawet co wspominać. De facto – wykorzystanie (zamiast wyrzucenia) jednego owocu czy warzywa da większe oszczędności wody niż zakręcanie wody przy myciu zębów. Aczkolwiek i o tym nie wolno zapominać!

Podobnie rzecz ma się z ubraniami. Nie kupując ich bez namysłu, piorąc zgodnie z zaleceniami na metce (by ich nie zepsuć i przedłużyć ich żywotność) czy przekazując niepotrzebne rzeczy znajomym, czy przerabiając je, zamiast wyrzucać na śmietnik, można zaoszczędzić tysiące litrów wody na jednym produkcie.

Bardzo wiele da także korzystanie z produktów pozwalających na wielokrotny użytek. Przykład? Najprostszy – można w zmniejszaniu śladu wodnego dosłownie zacząć od wody, zaopatrując się w dzbanek czy butelkę filtrującą, np. polskiej marki Dafi, zamiast kupować zgrzewki wody w jednorazowych butelkach. Nawet jeśli woda z kranu w danym miejscu nie jest szczególnej jakości, po przefiltrowaniu ma ona dobre walory smakowe.Nie jest zdemineralizowana, a jednocześnie nie ma już przykrego zapachu i smaku chloru. Przy okazji – cóż, nie ma co kryć, że wypicie choć raz na jakiś czas szklanki przefiltrowanej wody niż np. słodzonego napoju czy alkoholu wyjdzie na zdrowie nie tylko planecie, ale i nam.

Fot. Materiał promocyjny

Czy w ogóle zmniejszanie śladu wodnego ma sens?

Choć zasoby wody w systemie Ziemia-atmosfera nie zmieniają się, nie oznacza to, że nie może jej kiedyś zabraknąć. Ba, przecież już dziś w wielu miejscach świata jej brakuje, a według szacunków do 2025 r. na obszarach z niedostatkiem wody mieszkać będzie połowa światowej populacji. Już dziś z powodu chorób wywoływanych przez brudną wodę umiera globalnie kilkaset tysięcy osób rocznie.

Nawet biorąc pod uwagę obieg wody w przyrodzie, po prostu nie możemy zużyć więcej wody niż aktualnie mamy do dyspozycji na danym terenie w postaci m.in. wód powierzchniowych, głębinowych, gruntowych czy opadowych. Tymczasem napędzane przez nas globalne ocieplenie prowadzi m.in. do obniżania się poziomu wód i ich zanieczyszczeń, a zmiany klimatu oznaczają więcej nietypowych zjawisk atmosferycznych, takich jak m.in. długotrwałe susze czy krótkie, ale bardzo intensywne opady deszczu, również niekorzystne dla rolnictwa. Jeśli dodamy do tego postępującą „betonozę”, a także błędne działania hydrologiczne (nieprawidłowa melioracja, „przeregulowanie” rzek) na wielu obszarach, to okazuje się, że niestety może i świat - jako całość wody - nie traci, ale sama Polska – już tak, wraz ze spływem wód powierzchniowych.

Już dziś Polska należy do krajów Europy z najmniejszymi zasobami wodnymi. W przeliczeniu na mieszkańca mniej mają tylko Czechy, Malta i Cypr. Ten postępujący problem stanowi coraz większe wyzwanie zarówno dla rolnictwa (np. w postaci susz, stepowienia gruntów czy niszczących zjawisk pogodowych, np. gradobić), przemysłu (w tym np. elektrowni, które potrzebują wody do schładzania agregatów) jak i życia codziennego gospodarstw domowych, które zagrożone są m.in. niedoborami wód w wodociągach.


Gdy człowiek stawiał pierwszy krok na księżycu w 1969 r., padły z jego ust słynne słowa, że to „mały krok dla człowieka, a wielki dla ludzkości”. De facto, jeśli nie chcemy, aby nasze dzieci i wnuki szukały wody na innych ciałach niebieskich, ale wciąż znajdowały ją na Ziemi, także w codziennym życiu musimy robić takie „małe kroki dla nas, ale wielkie dla ludzkości”. Szacunki wskazują, że średni ślad wodny statystycznego Polaka to niemal 4 tys. litrów dziennie. Prostymi działaniami – np. modyfikując swoje zwyczaje zakupowe czy te dotyczące konsumpcji wody – można go obniżyć nawet o kilkadziesiąt procent.


wróć do strony głównej