Przełomowy wynalazek, który dziś jest problemem. Jak zmniejszyć „plastikowy” ślad?

fot. Shutterstock

Gdy pod koniec lat 50. XX wieku dwaj badacze: Niemiec Karl Ziegler i Włoch Gulio Natta, opracowali metodę taniej produkcji plastiku, był to absolutny przełom. Dziś na efekt ich odkrycia patrzy się nieco inaczej. Doświadczenie pokazuje, że ludzkość dostała do rąk niezwykle przydatny wynalazek, którego nadużywanie dziś stało się problemem dla planety.

Dziś plastik znajdziemy dosłownie we wszystkim. Jeszcze tylko kilka dekad temu nie była to jednak reguła. Ale od początku.

Pierwsze sukcesy ludzkości przy produkcji czegoś, co można by nazwać pierwowzorem dzisiejszych tworzyw sztucznych, to druga połowa XIX wieku. Wtedy to powstał tzw. celuloid, wykorzystywany m.in. w przemyśle galanteryjnym.

Kolejny milowy krok to końcówka pierwszej dekady XX wieku, gdy belgijski przedsiębiorca i wynalazca Leo Baekeland opracowuje tzw. bakelit. Było to pierwsze tworzywo sztuczne wytwarzane masowo. Było i nadal jest wykorzystywane m.in. w sprzętach gospodarstwa domowego. Kolejne lata i dziesięciolecia to dalsze odkrycia w tej dziedzinie - wciąż jednak tworzywa sztuczne to, choćby ze względu na koszty wytwarzania, produkty stosowane tylko w niektórych dziedzinach gospodarki i życia (np. w militariach).

Za punkt zwrotny w historii plastiku uważa się dopiero przełom lat 50. i 60. XX wieku, gdy za sprawą odkryć dwóch badaczy – Karla Zieglera z Niemiec i Gulio Natty z Włoch - świat dowiedział się, jak tanio wytwarzać tworzywa sztuczne. Naukowcy za swoje dokonania otrzymali w 1963 r. Nagrodę Nobla, a na świecie rozpoczęła się (rozpędzająca się wciąż) era wszechobecnego plastiku.

fot. Shutterstock

Korzystanie z plastiku wymaga zmian

Dziś plastik nie ma dobrej renomy. Historycznie nikt nie ma wątpliwości, że wynalazek ten przyczynił się do rewolucji przemysłowej. Jest wykorzystywany choćby przy budowie samolotów i samochodów, dzięki czemu maszyny te są lżejsze. Używa się go także szeroko w medycynie – nie tylko np. do produkcji strzykawek czy wenflonów, ale też m.in. endoprotez, a nawet zastawek serca. Plastik jest niezbędny do wykonania wielu produktów codziennego użytku – sprzęt RTV/AGD, kasków ochronnych itd.

Niestety, historia plastiku poszła w złą stronę. Mamy jako ludzkość poważny problem z jego przetwarzaniem. Wiele tworzyw sztucznych (choć – co również jest kłopotem – nie wszystkie!) mogłoby podlegać szerszemu recyclingowi. Po pierwsze jednak - nie jest to „perpetuum mobile” i nie da się danego materiału przerabiać w nieskończoność. Po drugie – problemem są często koszty ponownej przeróbki plastiku. Czasem po prostu taniej jest go wyrzucić. Choć oczywiście to perspektywa krótkowzroczna, a koszty środowiskowe, które ponosimy potem globalnie w postaci m.in. kosztów oczyszczania wód, zmian klimatycznych albo spadków przychodów z turystyki w zanieczyszczonych regionach są już szacowane na miliardy dolarów rocznie.

Innym, acz już zdecydowanie bardziej kontrowersyjnym, rozwiązaniem jest spalanie plastiku, oczywiście w specjalnie przeznaczonych do tego spalarniach. Efektem „ubocznych” jest produkcja ciepła. Jest to jednak dalece nieidealny sposób na przetworzenie plastiku – stosunkowo mało efektywny, ponadto mogący stanowić poważne obciążenie dla środowiska. Część ekologów wskazuje, że lepiej je plastik zakopywać niż spalać.

Niestety, przetworzeniu podlega na świecie tylko maksymalnie ok. 20-25 proc. plastikowych odpadów. Nieprzebrane ilości śmieci trafiają na składowiska odpadów albo do lasów i oceanów. Szacuje się, że do mórz i oceanów trafia rok w rok ok. 8 milionów plastiku i do 2050 r. będzie go w tych zbiornikach wodnych więcej niż ryb.
Wielkim problemem jest też to, że plastik jest na tyle prostym, tanim i użytecznym materiałem, że jest wykorzystywany masowo do jednorazowego użytku. Co innego, gdy np. z telefonu komórkowego, do którego produkcji wykorzystano plastik, korzystamy kilka lat, a co innego, gdy np. raz użyjemy plastikową rurkę, mieszadełko do kawy czy butelkę z wodą i już – do kosza! Niestety, plastikowe produkty jednorazowego użytku to bardzo zbędny balast dla planety. Być może jakieś efekty w naszej części świata przyniesie w tej materii wprowadzony 3 lipca 2021 r. zakaz sprzedaży niektórych takich rzeczy – np. sztućców, patyczków higienicznych czy właśnie słomek i mieszadełek.

Dane wskazują, że obecnie światowa produkcja plastiku to już ok. 370 mln metrów sześciennych rocznie i cały czas rośnie. Przez ostatnich trzydzieści lat wolumen globalnie wytwarzanego plastiku wzrósł około czterokrotnie. Akurat w Europie od wielu lat produkcja plastiku jest względnie stabilna i wynosi ok. 60 mln m3 rocznie. Co nie oznacza jednak w żadnym stopniu, że nie powinniśmy zużycia redukować.

Przełomowy wynalazek, który dziś jest nadużywany. Jak zmniejszyć swój „plastikowy” ślad?

Jeśli chcemy, abyśmy (oraz nasze dzieci i wnuki) nie „utonęli” w plastiku, powinniśmy nieco zmienić swoje zachowania. W największym skrócie – chodzi o to, żeby jak najrzadziej korzystać z jednorazowych produktów plastikowych, zainteresować się zaś szeroko rozwiązaniami umożliwiającymi wielokrotny użytek danego przedmiotu.

Przykładowo, zamiast kupować dziesiątki zgrzewek plastikowych butelek z wodą, warto zaopatrzyć się w butelkę czy dzbanek filtrujący, na przykład polskiej marki Dafi. Te posłużą nam znacznie dłużej, będąc produktami wielokrotnego użytku. Szacuje się, co godzinę na świecie sprzedaje się ok. 65-70 milionów jednorazowych butelek! Zakładając, że dziennie zużywamy jedną taką 1,5-litrową butelkę, to w ciągu roku wytworzymy śmieci o łącznej wadze blisko 15 kg. Zatem tylko zakup dzbanka albo butelki filtrującej pozwoli o tyle ograniczyć produkowane odpady plastikowe.

Warto pamiętać też, że przefiltrowana kranówka jest zdecydowanie tańsza (szacuje się, że jej litr kosztuje niecały jeden grosz), a przy tym smaczna. Filtr butelki usuwa z wody smak i zapach chloru, pozostawiając w niej niezmienną ilość naturalnie występujących w wodzie minerałów.

Innym prostym sposobem na osobiste zaangażowanie w walce z plastikiem jest ograniczenie użycia reklamówek czy torebek-zrywek w sklepach czy bazarkach. Na zakupy pójdźmy z własnymi torbami wielokrotnego użytku. Warzywa czy owoce również możemy pakować w mniejsze torebki do wielorazowego użytku. W wielu sklepach można je znaleźć przy półkach. Gdy raz je kupimy, potem trzeba tylko pamiętać, by brać je na kolejne zakupy. Nawet, jeśli nie mamy takiej torby ze sobą, nie korzystajmy ze zrywek, gdy nie jest to konieczne. Dwa kilogramy śliwek ciężko wziąć luzem, ale np. kiść bananów, kapustę, a nawet kilka ogórków – czemu nie.

Użycie plastikowych sztućców, talerzyków, kubeczków, widelczyków czy słomek także powinniśmy ograniczyć do zera (o co zresztą już chce zadbać wprowadzanym zakazem sprzedaży Unia). A jeśli już z nich korzystamy, to myjmy je i wykorzystujmy wielokrotnie. Aczkolwiek np. grilla w przydomowym ogródku może i wygodniej uda się zjeść na „domowych” talerzach, używając sztućców ze standardowej kuchennej zastawy, popijając napoje ze szklanek i niekoniecznie słomką. Wybierając się na biwak warto pamiętać o zabraniu np. zestawu metalowych sztućców. Zaopatrzenie się w kubek termiczny również pozwoli na zaoszczędzenie światu kolejnych plastikowych odpadów w postaci jednorazowych kubków. Z kolei lunchbox to lepsze rozwiązanie niż codzienne pakowanie kanapek w folię spożywczą. Wybierając się w krótką podróż nie kupujmy małych opakowań np. szamponu, ale małe buteleczki wielokrotnego użytku, do których można przelać nieco płynu.

Wiele zrobić może także „presja” konsumencka oraz legislacyjna. Szacuje się, że aż ok. 40 proc. produkowanego w Europie plastiku to opakowania. Warto na różne sposoby próbować przekonywać przedsiębiorców, aby rozważali inne sposoby pakowania swoich towarów albo nawet w ogóle rezygnowali z nich. Podobnie – naciski obywateli może mieć bardzo duży wpływ na decyzje władz podejmowane zarówno na poziomie lokalnym czy krajowym, jak i wręcz europejskim czy światowym. Kropla drąży skałę. Wprowadzony w UE zakaz sprzedaży plastikowych słomek czy mieszadełek też nie był pomysłem podjętym z dnia na dzień, ale jednak w końcu się ziścił.

wróć do strony głównej